Włosy po pięćdziesiątce – krótkie czy długie

Długich już nie wypada, krótkie postarzają? A może odwrotnie – zawadiacka krótka fryzurka odejmuje lat, a włosy do łopatek ich dodają? Dyskusje „jakie włosy po pięćdziesiątce” są burzliwe, a oliwy do ognia dodaje fakt, że u wielu z nas po menopauzie stają się one słabsze i rzadsze.

Długie, czy krótkie, a może średnie?

W krótkich włosach czuję się i wyglądam bardzo dobrze, ale po kilku latach noszenia jednej fryzury nadszedł czas na zmiany

Po latach noszenia bardzo krótkich włosów właśnie postanowiłam nieco je zapuścić. Mam naturalne blond włosy – cienkie, jak to blond, ale przez całe życie były bardzo gęste. Po menopauzie jest ich niestety mniej; to jeszcze nie dramat, raczej cicha, fizjologiczna zmiana związana ze spadkiem estrogenów i krótszą fazą wzrostu włosa. I właśnie dlatego pytanie o długość nie powinno być pytaniem o metrykę, tylko o gęstość i proporcje. Bardzo długie włosy przy przerzedzeniu potrafią podkreślić brak objętości, bo ciężar wyciąga je w dół. Czasem kilka centymetrów mniej i delikatne cieniowanie robią większą różnicę niż najbardziej zaawansowana kuracja.

Za bardzo długimi włosami nigdy nie przepadałam – ostatni raz miałam takie na studiach. W lockdownach zapuściłam do ramion i zaczęłam wydobywać naturalny skręt, co szybko mi się znudziło, bo nie czułam się w tej długości sobą. Należę bowiem do tych kobiet – jak Halle Berry czy Małgorzata Kożuchowska – które dużo lepiej wyglądają w krótkich włosach. Ponieważ jednak nawet najbardziej twarzowa fryzura może się z czasem znudzić, teraz lekko zapuszczam włosy i szukam takiej długości pośrodku, która będzie mi się podobała. I to jest chyba najbardziej dojrzałe podejście: nie ścinać się z obowiązku ani nie zapuszczać z przekory, tylko wybrać to, w czym naprawdę czujemy się dobrze.

Przerzedzenie włosów – zanim kupisz wcierkę, zrób badania

Lekkie przerzedzenie po menopauzie jest czymś naturalnym, ale nagłe i nasilone wypadanie zawsze warto sprawdzić. Bardzo często problemem nie jest „wiek”, tylko niska ferrytyna, zaburzenia pracy tarczycy albo niedobór witamin D3 czy B12. Morfologia może wyglądać dobrze, a zapasy żelaza być zbyt niskie, by cebulki pracowały prawidłowo. W takiej sytuacji nawet najlepsza wcierka nie zadziała, bo źródło problemu leży głębiej.

Jeśli wyniki są w normie, wtedy wracamy do podstaw: skóra głowy jest ważniejsza niż same włosy. To ona decyduje o kondycji cebulek. Delikatny peeling enzymatyczny raz w tygodniu poprawia oczyszczenie i ukrwienie, krótki masaż działa lepiej niż nerwowe testowanie kolejnych kosmetyków, a dobrze dobrana wcierka ma sens tylko wtedy, gdy jest stosowana regularnie. I tu przyznam uczciwie – systematyczność bywa trudniejsza niż wybór składu na opakowaniu.

Pielęgnacja to podstawa

Spadek estrogenów oznacza mniej naturalnego nawilżenia, a to widać przede wszystkim w końcówkach. Włosy robią się bardziej szorstkie, szybciej się łamią i tracą połysk. W moim przypadku to właśnie suchość była bardziej odczuwalna niż samo przerzedzenie. Dlatego większy sens ma konsekwentne nawilżanie niż radykalne cięcie. Dobra odżywka po każdym myciu, maska raz lub dwa razy w tygodniu, zabezpieczanie końcówek przed suszeniem i unikanie bardzo mocnych szamponów (z SLS, sodium laureth sulfate) potrafią ustabilizować sytuację.

Staram się wybierać kosmetyki świadomie, czytam składy, nie kupuję w ciemno tego, co akurat jest modne. Używam peelingu do skóry głowy i widzę różnicę, gdy robię to regularnie. Największym wyzwaniem pozostają wcierki – wiem, że działają przy systematycznym stosowaniu, ale życie potrafi skutecznie przerwać nawet najlepsze postanowienia. I to też jest część tej historii: włosy nie potrzebują perfekcji, tylko rozsądnej konsekwencji.

Farbowanie czy siwizna, oto jest pytanie

Farbowanie po pięćdziesiątce nie jest obowiązkiem ani dowodem odwagi. To wybór estetyczny. Włosy farbowane, zwłaszcza rozjaśniane, mogą być bardziej suche i kruche, więc wymagają jeszcze uważniejszej pielęgnacji. Z drugiej strony dobrze dobrany kolor potrafi optycznie zagęścić fryzurę i dodać twarzy świeżości. Warto pamiętać, że im większy kontrast między odrostem a kolorem, tym częstsze wizyty w salonie i większe obciążenie dla włosa.

Niefarbowanie również nie jest aktem rezygnacji. Siwe czy naturalnie rozjaśnione włosy mogą wyglądać pięknie, jeśli są zadbane i mają dobrą linię cięcia. Najważniejsze jest to, by decyzja nie wynikała z presji – ani tej, która każe farbować „bo tak trzeba”, ani tej, która mówi, że trzeba przestać, by coś udowodnić. Włosy po pięćdziesiątce nie muszą być takie jak kiedyś.

Ja włosów nigdy nie farbowałam i teraz też tego nie robię. Zawsze lubiłam swój naturalny kolor i jak długo się da chcę się nim cieszyć. Czy później będę nosiła siwe włosy, jeszcze nie wiem. Póki co podobają mi się moje siwawe ”pasemka”.

Długie czy krótkie, siwe czy farbowane – to Twoja decyzja. Nie daj sobie wmóić, że coś „trzeba” albo „już nie wypada”. To przywilej kobiet dojrzałych, nie musimy się przejmować czyimiś opiniami.

Podobne wpisy